III rejs klubowy

Rejs odbyliśmy sprawdzoną jednostką do bałtyckich wojaży - J80 – „INA”, załoga 9 osobowa, pod okiem naszego Komandora.

Sobota 23 czerwca 2012 r., start z Trzebieży po doprowadzeniu jednostki do stanu technicznie zadowalającego, obiad na twardym lądzie, dorsz w pobliskiej tawernie, posileni oddajemy cumy, kierunek Bornholm – port Nexo, znany nam z poprzednich wypraw. Po 1,5 doby żeglugi i łaskawości Neptuna docieramy do celu choć w zimnie i deszczu. Miły akcent – bosman portu – Polka na rowerze ;). Regeneracja sił, pierwsza dobra kolacja na stojącym jachcie i pozdrowienia-kielich dla Neptuna. Rano obieramy kurs na Simrishamn, już w południe Neptun chyba rozzłoszczony wczorajszą pazernością ożył, mamy dobre 7B i szkwali mocniej, załoga regulaminowo oddaje morzu co się należy, lepiej mają Ci na wachcie, są przynajmniej czymś zajęci ;)

... kambuz bezrobotny ;) ... nieskończona jazda windą góra, dół, boki i po przekątnej ... oddajemy nadal chociaż już nie ma co ... w monotonii okrzyk Piotra: - Waaaanta! ... - Jaka wachta ? Jeszcze 30 min !.. Piotr: - Wanta! K...! ... znaczy coś się dzieje, pękła wanta ... alarm wszyscy na pokład, klarowanie żagli, czego się da aby ulżyć masztowi. W nocy docieramy do portu na silniku, trochę wypompowani, ale porządnie głodni.

Rano już formie i komplecie trochę turystyki i eksploracji miasteczka, całkiem ładne, skandynawska prostota i ład. Potrzebujący zakupili kalosze, najdroższe wyposażenie na jachcie ;) Posiłek, wychodzimy w morze, pływanie nocne na max ... łapiemy przecież godziny na sternika, ok. południa wpływamy do Karlshamn, wizyta raczej techniczna, przerwa na rozprostowanie kości, godzinna wycieczka po mieście, najciekawsza pozycja to muzeum ponczu. Port zlokalizowany przy biogazowniach długo nie da się wytrzymać, zwrot przez rufę i kurs na cel naszej podróży Karlskrona.

Wieczorem cumujemy już w Koronie Karola, podejście do portu całkiem ciekawe, warto poczytać przewodnik lub powtórzyć locję. Zapachniało wielkomiejsko, odświeżenie, dobra kolacja na jachcie, kobieca ręka odczuwalna ;) Słoneczny ranek, plany dnia czysto turystyczne, jedni zorganizowali sobie zwiad rowerowy inni wycieczka do Muzeum Morskiego. Muzeum naprawdę warte polecenia, mnóstwo eksponatów, multimedia, historia żeglarstwa i ...... napisy po polsku ;) .. na dokładkę wizyta na starówce, równie ciekawa.

Po sponsorowanym obiedzie w portowej restauracji (bynajmniej nie z lenistwa kambuzowej ;)) Wypływamy z Karlskrony kurs na Świnoujście. Po wyjściu z portu ... pech ... łowisko dorszy J ogólna radość, przy 25 już nie liczymy ... kambuz łzy w oczach ;) Po drodze zahaczamy o Bornholm, port Hammerhavn tradycyjnie i z sentymentu, ruiny zamku i piękne jeziorko w skałach. Płyniemy spokojnie i leniwie ... pod wieczór komuś się wydawało że widział jakiś błysk ... Może złudzenie .. może po szampanie .. Piotr i Pawel na pokładzie (29 czerwca ;). Przed północą złudzenia się zmaterializowały ... jesteśmy we środku burzy ... alarm, żagle dół ... pioruny i błyskawice z każdej strony ... spektakl „światło i dźwięk” za free w mega wydaniu, pewnie jedni klęli drudzy się modlili, nie było czasu się przyglądać, Marek dodał otuchy: – Nie dotykajcie metalowych elementów! ;) [na 14 tonowym metalowym pudełku ;0]. Sytuacja opanowana do rana jedziemy na silniku, pioruny się sypały całą noc ale już za nami i przed nami. Godz. 8.00 meldujemy się w Świnoujściu, marina po remoncie nie ma się czego wstydzić na Bałtyku, tankowanie jachtu, śniadanie w drodze przez Zalew Szczeciński do Trzebieży.

... i tak cali zdrowi, radośni i zmęczeni zakończyliśmy rejs zgodnie z planem. Do następnego. Janusz